Pod koniec 2016 dałam sobie czas na ogarnięcie się. Nowy rok miał być przełomowy. Miałam wejść w 2017 z nowymi siłami i pełna energii. Już początki Nowego Roku zweryfikowały moje plany. No dobra mówiłam sobie, nich będzie to po urlopie naładowana słońcem, odpoczynkiem.
Mija tydzień od powrotu, a ja jakaś tak dalej rozmemłana. Tyle tylko, że już nie mam zastępczej daty, kiedy zacząć się ogarniać. Szczególnie, że powoli zacznę remont, ojjjj się będzie działo. Brat już chce bym zaczęła się pakować ;-). No i właśnie przeraża mnie to co mam zabrać, co wyrzucić, bo jestem typowym gromaderem, zbieram wszystko. A dodatkowo jeszcze szafki, szafeczki po Rodzicielce trzeba ogarnąć. A czasu jakoś brak. Kalendarz wypełnia mi się niebezpiecznie po brzegi. Kiedy nauczę się żyć wolniej ?????
Chyba czas na jakąś rozpiskę co i kiedy będę porządkować. Muszę też po sklepach zacząć jeździć i szukać płytek, paneli itd. Zamiast mnie to cieszyć póki co mnie przeraża.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plany. Pokaż wszystkie posty
środa, 8 lutego 2017
czwartek, 29 grudnia 2016
Podsumowanie
Wiem, że to nowy blog, ale zbliża się koniec roku i mam jakąś taką potrzebę zrobić podsumowanie.
Zdecydowanie był to najgorszy rok w moim życiu, było tez pare tygodni, których nigdy niestety nie zapomnę, choć bym bardzo chciała. No ale może od początku.
Sylwester nietypowy, bo spędzony w Tatralandii - najlepsze co mnie mogło wtedy spotkać. Niestety powrót do domu już nie był taki miły, bo pierwszy raz nam Rodzicielka odpłynęła uderzając dość mocno o podłogę. Kolejne miesiące w zasadzie podobne do siebie zlewają mi się w całość, pamiętam tylko brak sił, walkę o każdy dzień.
Koniec maja początek czerwca był najlepszym okresem w roku 2016. Rotterdam, gra i zupełne zapomnienie o domu, psychicznie wypoczęłam, bo fizycznie to wróciłam wykończona, szczególnie, że w 2 dni przeszłam koło 80 km. Poznałam też kogoś bardzo wartościowego i bardzo, ale to bardzo żałuję, że znajomość się nie rozwinęła, bo był to ktoś z kim widziałam się w przyszłości, ktoś kto mi odpowiadał pod wieloma względami, ktoś kto mi się spodobał. Życie lubi jednak płatać figle - niestety.
O ile początek był super tak koniec miesiąca to już równia pochyła. niespodziewana moja operacja dość inwazyjna, dająca niestety negatywny efekt do końca życia. To i Mamie się znacznie pogorszyło, pierwsze pampersy, cewniki, niewstanie z łóżka (lepiej o tym nie pamiętać) Wszystko w jednym czasie i brat kursujący do dwóch szpitali, w dwóch rożnych miastach.
Początek lipca jeden z dwóch najgorszych tygodni w moim życiu. gdy zostałyśmy same na 3 dni, ja ze szwami nie mogąca nawet dźwignąć kilograma, mama nie chodząca praktycznie. Aby wstać z łóżka musiałam prosić sąsiadów. Walka trwała zacięcie przyszła poprawa, po czym końcówka sierpnia kolejny cios. Wrzesień przełomowy, drugi najgorszy tydzień w moim życiu. Praktycznie czekając na śmierć. 18 września do końca zostanie w mojej pamięci.
Wszystko po to juz inna bajka. Najpierw życie w jakimś amoku, teraz już bardziej jakoś spokojnie.
Pierwsze Święta beż mamy, trudna sprawa, dobrze, że już po.
A co na 2017 ???
Plany są zarówno wyjazdowe, jak i przeprowadzkowe.
Będzie to zdecydowanie intensywny rok i wiele zmian nastąpi.
Cieszę się na nowe.
Ten 2017 zdecydowanie nie może być gorszy, on musi być lepszy.
Zdecydowanie był to najgorszy rok w moim życiu, było tez pare tygodni, których nigdy niestety nie zapomnę, choć bym bardzo chciała. No ale może od początku.
Sylwester nietypowy, bo spędzony w Tatralandii - najlepsze co mnie mogło wtedy spotkać. Niestety powrót do domu już nie był taki miły, bo pierwszy raz nam Rodzicielka odpłynęła uderzając dość mocno o podłogę. Kolejne miesiące w zasadzie podobne do siebie zlewają mi się w całość, pamiętam tylko brak sił, walkę o każdy dzień.
Koniec maja początek czerwca był najlepszym okresem w roku 2016. Rotterdam, gra i zupełne zapomnienie o domu, psychicznie wypoczęłam, bo fizycznie to wróciłam wykończona, szczególnie, że w 2 dni przeszłam koło 80 km. Poznałam też kogoś bardzo wartościowego i bardzo, ale to bardzo żałuję, że znajomość się nie rozwinęła, bo był to ktoś z kim widziałam się w przyszłości, ktoś kto mi odpowiadał pod wieloma względami, ktoś kto mi się spodobał. Życie lubi jednak płatać figle - niestety.
O ile początek był super tak koniec miesiąca to już równia pochyła. niespodziewana moja operacja dość inwazyjna, dająca niestety negatywny efekt do końca życia. To i Mamie się znacznie pogorszyło, pierwsze pampersy, cewniki, niewstanie z łóżka (lepiej o tym nie pamiętać) Wszystko w jednym czasie i brat kursujący do dwóch szpitali, w dwóch rożnych miastach.
Początek lipca jeden z dwóch najgorszych tygodni w moim życiu. gdy zostałyśmy same na 3 dni, ja ze szwami nie mogąca nawet dźwignąć kilograma, mama nie chodząca praktycznie. Aby wstać z łóżka musiałam prosić sąsiadów. Walka trwała zacięcie przyszła poprawa, po czym końcówka sierpnia kolejny cios. Wrzesień przełomowy, drugi najgorszy tydzień w moim życiu. Praktycznie czekając na śmierć. 18 września do końca zostanie w mojej pamięci.
Wszystko po to juz inna bajka. Najpierw życie w jakimś amoku, teraz już bardziej jakoś spokojnie.
Pierwsze Święta beż mamy, trudna sprawa, dobrze, że już po.
A co na 2017 ???
Plany są zarówno wyjazdowe, jak i przeprowadzkowe.
Będzie to zdecydowanie intensywny rok i wiele zmian nastąpi.
Cieszę się na nowe.
Ten 2017 zdecydowanie nie może być gorszy, on musi być lepszy.
wtorek, 27 grudnia 2016
Czasami
Czasami trzeba wyłączyć EMOCJE.
Zdecydowanie człowiek inaczej funkcjonuje.
Wiadomo, że to nie takie proste, ale po wielu próbach i ćwiczeniach - da się.
Święta minęły spokojnie. może dzięki chorobie, większość przeleżałam. Miło jest czasami biegać w piżamie jeszcze w południe, nie śpiesząc się, popijając kawę.
Takiego czasu mi najbardziej brakuje.
Planuję już na swoim wstawać wcześniej, niż tylko ubrać się i biec do pracy. Chciała bym niespiesznie się obudzić, może coś poczytać, miło i spokojnie wypić kawę, może zmienię nawyki i śniadania będę jeść w domu, kto wie ;-).
Chciała bym być dla siebie znacznie więcej.
Zdecydowanie człowiek inaczej funkcjonuje.
Wiadomo, że to nie takie proste, ale po wielu próbach i ćwiczeniach - da się.
Święta minęły spokojnie. może dzięki chorobie, większość przeleżałam. Miło jest czasami biegać w piżamie jeszcze w południe, nie śpiesząc się, popijając kawę.
Takiego czasu mi najbardziej brakuje.
Planuję już na swoim wstawać wcześniej, niż tylko ubrać się i biec do pracy. Chciała bym niespiesznie się obudzić, może coś poczytać, miło i spokojnie wypić kawę, może zmienię nawyki i śniadania będę jeść w domu, kto wie ;-).
Chciała bym być dla siebie znacznie więcej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)